Wiadomości w kategorii 'Po godzinach' ↓
25 sierpnia, 2010 — Po godzinach
W lutym 2009 roku miałem kontuzję. Amatorska kraksa na snowboardzie, błędna ocena lekarza, przedłużona rehabilitacja a na koniec dziura w kości. Pierwszy lekarz stwierdził że to zwyczajne zwichnięcie i nic nie zrobił – chciałem nogę w gips nie zlecił tego bo nie widział wskazań, choć ledwo chodziłem. Drugi skierował mnie na USG (które o dziwo nic nie wykazało – albo było niedokładnie zrobione) i leczył na zapalenie ścięgna Achillesa, trzeci po 6 miesiącach zrobił również USG i zgroza: blizny po zerwanych dwóch więzadłach, które tylko dzięki rehabilitacji (prywatnej) powoli wracały do swojej funkcji. Jednak ciągłe bóle i kuśtykanie spowodowało że wylądowałem na rezonansie (czwarty lekarz), efekty widać na zdjęciu, cholerna dziura w kości która totalnie wycięła mnie ze wszystkich moich ulubionych aktywności sportowych, od intensywnej jazdy na rowerze górskim po squasha, wspinaczkę itp, a które trzymały mnie w dobrej formie fizycznej jak i psychicznej (bez fantazjowania chodzi mi o lepszą koncentrację). Teraz z przerażeniem spoglądam na wagę. Miałem wyznaczony termin operacji na czerwiec 2010, którą lekarz ocenił na 2 godziny „pracy”: odcięcie kości aby dostać się do wnętrza, pobranie materiału z kolana do uzupełniania dziury i złączeniu całości, czyli „o rzesz… mać”. Odpuściłem pierwszy termin, gips przez 4-5 tygodni w samym środku lata bez możliwości poruszania się to koszmar, dodatkowo minimum 6-7 miesięcy rehabilitacji spowodowało, że przeniosłem termin. Teraz widzę zależność pogodową, pada deszcz: kuleje, świeci słońce: chodzę prawie normalnie. Z jednej strony chcę wrócić do „normalnych aktywności” z drugiej strony mam obawy co do kompetencji tych wszystkich lekarzy, bo co jak mi spieprzą nogę? Trzecia strona medalu, jeżeli tego nie zrobię może mi się pogorszyć (zniszczy się większa płaszczyzna nośna kostki).


11 marca, 2010 — Po godzinach, Rajdy
Gdybyście kiedyś trafili na aukcje sprzedawcy Marcar31 na Allegro, omijajcie tego człowieka wielkim łukiem i nie zastanawiajcie się nad atrakcyjnością jego oferty. Ten człowiek jest najbardziej niepoważnym sprzedawcą z jakim miałem styczność. Brakuje mu szacunku do kupujących, a jego sposób komunikacji jest zbliżony do „nie przeszkadzaj mi”.
Na allegro znalazłem skrzynie do Saxo 1.1 którą chciałem kupić jako „zapasową”, ponieważ mam problem ze swoją. Telefoniczna rozmowa ze sprzedawcą (orientacyjny zapis dialogu):
ja: „Dzień dobry, Mariusz … dzwonię w sprawię aukcji na allegro skrzyni biegów do Saxo 1.1, chciałbym się dowiedzieć czy może mi Pan podać numery/wersję tej skrzyni?”
MARCAR31: „Aaaa jaaa nie wieeem?!?”
ja: „Czy można jakoś sprawdzić skrzynie i ew. kiedy?”
MARCAR31: „Jaaakoooś możnaaa…”
ja: „Kiedy można?”
MARCAR31: „Za dnia w godzinach (…..), proszę zadzwonić wcześniej”
ja: „Dobrze dziękuję, skontaktuje się jutro”
Następnego dnia:
ja: „Dzień dobry, Mariusz … dzwonię w sprawie skrzyni do Saxo 1.1, chciałbym się umówić i sprawdzić ją, czy można dzisiaj?”
MARCAR31: „Możnaaa”
ja: „A gdzie można?”
MARCAR31: „‘Okólna 38″ (zrozumiałem „Ogólna”)
ja: „W Markach?” (w między czasie sprawdzam adres na maps.google.pl)
MARCAR31: „Nooo w Markach!”
Google maps nie znajduje mi takiego adresu, ponieważ wpisywałem Ogólna.
ja: „Czy może mi Pan podać kod pocztowy, nie mogę znaleźć tego adresu na mapie?”
MARCAR31: „Aaa jaaa nieee wieeem…?!”
ja: „Ok, znajdę adres i podjadę za ok godzinę”
W między czasie kolega który zna te regiony podpowiada mi że to może być Okólna 38, sprawdzam na mapie i jest. Drukuję mapę (mam do przejechania 30 km) i wyruszam do sprzedawcy. Dojeżdżam na miejsce, widzę adres 38A i kilka budynków „przemysłowych”, zatrzymuję się i dzwonie do Mr. MARCAR31…
ja: „Dzień dobry, jestem na ul. Okólna w pobliżu 38A widzę budynki z napisami (….), czy może mi Pan podpowiedzieć jak do Pana trafić, nie znam tego regionu”
MARCAR31: „Proszę czekać na przeciw budynku, zaraz tam podjadę, nie ma mnie teraz na miejscu”
ja: „?? na przeciw którego budynku? czy tego z napisem (…) czy może tego… ?”
MARCAR31: „Przecież mówię naprzeciw budynku!!!” (prawie krzykiem do mnie, co mnie zirytowało)
ja: „Przepraszam bardzo czy Pan chce sprzedać tą skrzynię? Nie znam tego terenu nie wiem jak do Pana trafić, a Pan zachowuje się jakby nie chciał sprzedać tej skrzyni.”
MARCAR31: „Skoro Pan mówi, że nie chce sprzedać to nie…” (Pan sprzedawca się obraził i rzucił telefonem)
Byłem cierpliwy do tego momentu, bo zależało mi na transakcji i choć od początku miałem sygnały, że Pan MARCAR31 ma trudności w komunikacji, mówiłem sobie olać potrzebuje tej skrzyni. Nie wytrzymałem, oddzwoniłem przedstawiłem mu że sobie żarty robi ze mnie, ponieważ przyjechałem umawiając się 30 km, a szanowny Pan rzuca telefonem. On do mnie „Nieee mam teraaz czasu Panie….” (bach telefonem).
Brak mi słów i nie wypada mi pisać tutaj różnych epitetów w kierunku sprzedawcy, choć cisną się na usta. Naprawdę odradzam handlu z tym Panem, szkoda czasu. Wybrane zdanie ze strony o mnie na allegro którą dopiero teraz przeczytałem: „W PRZYPADKU NIEODEBRANIA PACZKI POBRANIOWEJ PRZEZ KUPUJĄCEGO.SPRAWA JEST ZGŁASZANA DO FIRMY WINDYKACYJNEJ KTÓRA ZAJMUJE SIĘ SKUTECZNYM ŚCIĄGANIEM NALEŻNOŚCI”.
Najgorsze jest to, że zasugerowałem się lista pozytywów na Allegro.
9 marca, 2010 — Po godzinach
Projekt powstał w grudniu zawisł dzisiaj. Trochę to trwało i odrobinę ewoluował. Zostało jeszcze przerobienie procesu zamawiania produktów i można powiedzieć że cel osiągnięty :)
Zapraszam do www.fabrykawafelkow.pl

27 listopada, 2009 — Po godzinach
Właśnie dotarł pierwszy towar do sklepu z artykułami dla dzieci :)
Sklep na dniach będzie odpalony online :)

14 listopada, 2009 — Po godzinach
Z powodu cholernej awarii softu w iPhonie, straciłem wszystkie telefony do osób które wpisałem po sierpniu 2008 roku, czyli od cholery i jeszcze więcej…
Złośliwość rzeczy martwych. Kilka dni temu reinstalowałem system w komputerze i nie wykonałem kopii bazy z iPhone jaką zrobił iTunes. Większość rzeczy mam tak po konfigurowane, że kopie, ustawienia trzymane są na innym bezpiecznym dysku. Dzisiaj aktualizowałem jedną aplikację i padł mi totalnie telefon, musiałem zrobić ‘restore’, tylko jak się okazało ostatnia kopia jaką posiadałem po wyczyszczeniu systemu była z 08.2008…
W dupnym iTunes nie można zdefiniować innego miejsca do tworzenia kopii zapasowych. Najbardziej wkurzający program jaki można mieć. Co z tego, że w domu specjalnie postawiłem macierz (raid) dla bezpieczeństwa skoro, jabłkowym badziewiem nie mogę tam wykonać kopii automatycznie…
23 września, 2009 — Po godzinach
Miasto jest wielka dżungla która sami zbudowaliśmy. Dążymy do stworzenia bezpiecznego miejsca, tymczasem nasza dżungla poddaje się tym samym prawom natury co prawdziwa, w jednym miejscu niczym drzewo zawali się stary budynek, w innym zapłonie. Jednego dnia kierowca przesadzi i poleci na barierki innego ktoś nagle wtargnie pod pędzący autobus spiesząc się wieczorem na imprezę. To tak jakby słoń który nie zauważy żuczka nieumyślnie go rozdeptuje. Czym się rożni miasto od dżungli? W jednym i drugim ich mieszkańcy wzajemnie wpływają na to co powstanie i na to co legnie. W każdym porządku musi istnieć chaos, on pozwala na zmiany, dzięki niemu dostosowujemy się do nowych warunków, staramy się ten chaos uporządkować, czy nam się uda? Nigdy! Opanowanie chaosu byłoby ostatnim ciekawym dniem na tym świece.
22 kwietnia, 2009 — Po godzinach
Loguję się do banku widzę komunikat, a w nim informacja o prowizji za niewykorzystany limit kredytowy! (mikro firma) oraz nowych oprocentowaniach. Zaskoczony informacją, próbuję dowiedzieć się na mLinii o szczegóły, które wyglądają następująco:
„Prowizja naliczana będzie co miesiąc – 3% w skali roku daje nam miesięcznie 0,25%. Bierzemy pod uwagę każdy dzień w którym wykorzystanie limitu jest poniżej 50%.Zakładając, że:
1. w każdym dniu miesiąca Klient wykorzystuje limit przynajmniej w 50% prowizja nie jest naliczana.
2. przez równo pół miesiąca limit jest wykorzystywany pow. 50%, a przez pół miesiąca poniżej 50% – prowizja wyniesie 0,125% wartości limitu
3. jeśli przez cały miesiąc w miesiąc każdego dnia Klient będzie wykorzystywał limit poniżej 50% prowizja wyniesie 0,25%
4. w skrajnym przypadku gdy przez cały rok limit jest wykorzystywany w mniej niż 50% to łączna prowizja wyniesie 12 x 0,25%, czyli ów 3% w skali roku.”
Poniżej tabela ile będzie kosztował limit kredytowy jeżeli nie będziecie go wykorzystywać, dodam że jak będziecie to koszty będą co najmniej pięciokrotnie wyższe. Kochany mBank podniósł oprocentowanie tego kredytu z 11,7% do 17%! przy kwocie do 20 tyś, i do 15% przy kwocie linii powyżej 20 tyś. Na reakcję klientów nie trzeba było długo czekać. Bank baaardzo wyszedł przed szereg, dziwi mnie, że przy spadającym WIBORze oni baardzo mocno podnoszą oprocentowanie (11.7% => 17%).
| kwota linii kredytowej |
15 000 |
17 000 |
20 000 |
30 000 |
40 000 |
50 000 |
| miesięczna prowizja |
38 |
43 |
50 |
75 |
100 |
125 |
| roczna prowizja |
450 |
510 |
600 |
900 |
1200 |
1500 |
| odnowienie kredytu |
150 |
170 |
200 |
300 |
400 |
500 |
| koszt linii kredytowej: |
|
|
|
|
|
|
| roczny |
638 |
723 |
850 |
1275 |
1700 |
2125 |
| miesięczny |
53 |
60 |
71 |
106 |
142 |
177 |
I w taki oto sposób mBank, który uważałem za dobrego partnera stał się w moich oczach instytucją dość sprzecznie komunikującą swój wizerunek ze swoimi czynami. Spowodował, że zaczynam szukać innego w którym limit kredytowy będzie na korzystniejszych warunkach, nie musi być to limit dla firm. Aktualną linię kredytową w perspektywnie 2 miesięcy zlikwiduję, ponieważ nie wykorzystuje jej.
18 marca, 2009 — Po godzinach
Rzadko oglądam TV, mam inne sposoby na spędzanie wolnego czasu ;) Wczoraj moją uwagę zatrzymał program TVN Turbo, z racji fascynacji rajdami, chciałem zobaczyć co telewizja TVN oferuje na swoim tematycznym kanale.
Trwał program „Gadżet”, moją pierwszą myślą było co do jasnej ciasnej ma wspólnego wirujący kubek, podświetlana szklanka etc z kanałem „turbo”. Czytam opis programu, który brzmi: „Od dawna wiadomo, że mężczyźni kochają gadżety. Prowadzący program – Zbigniew Urbański co tydzień zaprezentuje najnowsze technologie, oryginalne, elektroniczne zabawki oraz praktyczne urządzenia.”, zadaje sobie pytanie czy oni oszaleli? Czy osoby odpowiedzialne za ten program nie mają pomysłu?! Wydanie które widziałem było porażające, samo prowadzenie programu oraz gadżety jakie były demonstrowane, z całą pewnością nie mają nic wspólnego z mężczyzna. Z tego programu zrobiono drugie telezakupy Mango, koszmar i wstyd. Droga redakcjo programu, gorąco polecam czytać i śledzić takie serwisy jak Engadget lub Gizmodo, bo tam faktycznie pokazują gadżety dla mężczyzn. Są branże które dotknął kryzys, ale od ludzi z TVN nie usłyszałem aby mieli mniej pracy, mniej przerywników reklamowych lub mnie j innych zamowień sponsorskich, wiec dlaczego tak słabo się sprzedaliście?! Zastanówcie się poważnie czy tworzenie testów audio w programie strikte motoryzacyjnym jest sensowne. Zrozumiałbym gdyby ten test był rzetelny, ale to co pokazał prowadzący jest najgorszą i najbardziej tandetną forma testu, rany co ja piszę to nie był nawet test! Pokazywanie marek sprzętu kina domowego, a później jedna z ocen prowadzącego, która brzmiała: „tylne głośniki grają fajnie”, jest totalną porażką. Nie bierzcie się za rzeczy o których nie macie bladego pojęcia. Ten program jest najgorszym elementem całego kanału. Komercha komercha komercha, aż do bólu.
Dostało się programowi „Gadżet”, to teraz kilka słów do całego TVN Turbo, „wiecej jaj, Panowie wiecej jaj”, brakuje w tym programie polotu, iskry. Czy ktoś zarządzający tym odgórnie nie może powiedzieć sobie, że przez najbiższy czas inwestujemy czyli robimy wszystko aby program był po pierwsze kontrowersyjny, z jajem i mający w nosie (na początku, czyli pierwszy rok) to że przyjechała do nas firma XXX i chce coś pokazać w TV, a wiec trzeba być bardzo zachowawczym w ocenianiu tego czegoś… Top Gear, kultowy program motoryzacyjny, owszem ich budżety są duże, ale początki nie były łatwe. Ich kontrowersyjność i oryginalność w prowadzeniu programu, przyciąga miliony. Nie boją się powiedzieć, że ten samochód to lipa etc itp, u nas hmm jeszcze za czasów Zientarskich (w których uważam był duży potencjał), był dobry i zły policjant, jeden z nich chwalił drugi karcił – choć niewielka namiastka tego co chciałbym widzieć. Druga sprawa oni są fascynatami swiata samochodowego i było to widać w ich programach. Ehh.
Przełączam na inny kanał sportowy i oglądam pięknie przygotowaną relację z rajdu Cypru. Choć same rajdy nie mają w sobie bezpośredniej rywalizacji, mam tutaj na myśli że zawodnicy startują jeden po drugim w odstępie czasowym. To forma przedstawienia rajdu, była kapitalna. Pokazanie czasu aktualnie przejeżdzającego do czasu najlepszego, symulacje technik pokonywania zakretów, prędkości na zakretach, biegi etc rewelacja, aż miło się oglądało. Choć taki rajd to impreza kilkudniowa można z niej zrobić bardzo ciekawy materiał. Oczywiście ktoś mógłby znowu powiedzieć „budżety rajdu”, ale ktoś za to odpowiada, skoro na zachodzie można to i u nas też. Tylko brakuje managerów którzy tym się zajmą.
17 lutego, 2009 — Książki, prasa, Po godzinach
Drogi biały kolego i koleżanko!
Powinieneś zrozumieć kilka rzeczy:
Kiedy się rodzę, jestem czarny.
Kiedy dorosnę, jestem czarny.
Kiedy praży mnie słonce, jestem czarny.
Kiedy jest mi zimno, jestem czarny.
Kiedy jestem przerażony, jestem czarny.
Kiedy jestem chory, jestem czarny.
Kiedy umieram, jestem czarny.
Ty biały kolego:
Kiedy się rodzisz, jesteś różowy.
Kiedy dorośniesz, jesteś biały.
Kiedy praży cię słonce, jesteś czerwony.
Kiedy jest ci zimno, jesteś fioletowy.
Kiedy jesteś przerażony, jesteś zielony.
Kiedy jesteś chory, jesteś żółty.
Kiedy umierasz, jesteś szary.
I ty, kurwa, masz czelność nazywać mnie kolorowym?
Prześlij ten list do swoich białych znajomych. Może następnym razem zastanowią się trochę.
Z wyrazami szacunku
Murzynek
21 października, 2008 — Po godzinach
Francja (360 mld euro), Niemcy (400 mld euro), USA (700 mld USD), Wielka Brytania (37 mld funtów), Włochy (20 mld euro)m, Holandia (200 mld euro) przeznaczają ogromne kwoty na gwarancje bankowe – cześć z nich na ratowanie, wspieranie zagrożonych banków. Pytanie: kto za to płaci? Pan płaci, Pani płaci, my wszyscy płacimy. A za co? Za niegospodarność firm nad którymi jak widać jest zbyt mała kontrola. No tak można by powiedzieć mamy demokracje!, wolny rynek!. Tak mamy i jak widać odbije nam się to mocną czkawką. Kto za to odpowiada? Wydaje mi się że ten kto teraz próbuje ratować, czyli państwo. Skoro są instytucje które mogą wpływać na stabilność rynku, powinno pomyśleć się o ich regulacji. Poniżej historyjka którą znalazłem w sieci, a która opowiada o tym jak do tego doszło że banki mają się źle.
U doradcy ds. kredytów hipotecznych
Klient: Kurcze, chciałbym kupić dom, ale nie mam nawet pieniędzy na wkład własny i chyba nie stać mnie na miesięczne raty. Może mi pan pomóc?
Doradca: Jasne! Wkład własny nie jest już potrzebny, bo przecież wartość domu cały czas będzie rosła! I damy panu naprawdę niskie odsetki przez kilka lat. Podniesiemy je potem, dobrze?
Klient: Nie ma sprawy. Jest jeszcze coś… Mam wrednego pracodawcę i może nie wydać mi zaświadczenia o pracy. Czy to będzie jakiś problem?
Doradca: Ależ skąd. Możemy panu udzielić specjalnego “kredytu dla kłamców”. Sam pan potwierdzi swoje zatrudnienie i dochody.
Klient: Jesteście niesamowici! Nie wyrzucacie za drzwi takich jak ja.
Doradca: Prawdę mówiąc, to nie my pożyczamy panu pieniądze – dostanie je pan z banku – więc szczerze mówiąc, mamy gdzieś, czy spłaci pan kredyt. A prowizję i tak dostaniemy.
Klient: Ale numer! No to do dzieła!
Kilka tygodni później w banku…
Bankier: Chyba muszę się pozbyć tych gównianych kredytów. Zaczynają mi tu śmierdzieć. Na szczęście można je przecież sprzedać cwaniakom z Nowego Jorku, którzy mają swoje finansowe sztuczki! Zaraz do nich zadzwonię!
Zobaczmy, co robią cwaniacy z Nowego Jorku…
Bankier z Wall Street: Fuj!!! Pozbądźmy się tych gównianych hipotek, zanim zaczną się do nich zlatywać muchy.
Podwładny: Szefie, ale kto kupi to gówno?
Bankier z Wall Street: Mam! Najpierw stworzymy nowe obligacje, a te gówniane hipoteki wykorzystamy jako ich zabezpieczenie. Obligacje nazwiemy CDO (albo CMO). Sprzedamy te CDO inwestorom i obiecamy, że będziemy je spłacać w miarę, jak ludzie będą spłacać hipoteki.
Podwładny: Nie kumam. Przecież gówno nadal będzie gównem.
Bankier z Wall Street: Jasne, sam w sobie każdy z tych kredytów jest gówniany. Ale zgrupujemy je w paczki z innymi, dobrymi i z takiej paczki tylko część hipotek będzie niespłacalnych. A że ceny nieruchomości idą w górę, to naprawdę nie ma się czym martwić.
Podwładny: Nadal nie kumam.
Bankier z Wall Street: Nowe CDO będą skonstruowane z trzech kawałków (czyli transz). Nazwiemy je “dobre”, “nie tak dobre” i “fatalne”. Jeśli część hipotek nie zostanie spłacona, a to mamy jak w banku, to obiecamy, że inwestorzy mający “dobrą” transzę zostaną spłaceni jako pierwsi. Ci z “nie tak dobrą” – jako drudzy, a na końcu ci, którzy zainwestowali w “fatalne”.
Podwładny: Zaczynam rozumieć. A ponieważ posiadacze “dobrej” transzy najmniej ryzykują, zapłacimy im niższe odsetki niż pozostałym, tak? Za “nie tak dobre” zapłacimy więcej, a za “fatalne” będzie można dostać naprawdę wypasione odsetki.
Bankier z Wall Street: Otóż to. Ale to nie koniec. Wykupimy ubezpieczenie obligacji z transzy “dobrych”. Wtedy agencje ratingowe wystawią nam świetne oceny wiarygodności, od AAA do A. Za transzę “nie tak dobrych” możemy dostać rating od BBB do B. I tak dobrze. A o transzę “fatalnych” nawet nie będziemy pytać.
Podwładny: I tak na bazie gównianych, ryzykownych hipotek stworzył pan papiery o wiarygodnym ratingu AAA i BBB. Szefie, jest pan geniuszem.
Bankier z Wall Street: Ba.
Podwładny: No dobrze, ale komu sprzedamy te trzy transze?
Bankier z Wall Street: Te dupki z Komisji Papierów Wartościowych nie pozwolą nam sprzedać tego wdowom i sierotom, więc sprzedamy je naszym wyrafinowanym klientom instytucjonalnym.
Podwładny: Czyli komu?
Bankier z Wall Street: Firmom ubezpieczeniowym, bankom, norweskim miasteczkom, radom szkolnym z Kansas – każdemu, kto szuka bezpiecznej i dobrej inwestycji.
Podwładny: Ale przecież nikt nie kupi tej “fatalnej” transzy, prawda?
Bankier z Wall Street: Oczywiście, że nie – nikt nie jest taki głupi. Zatrzymamy tę transzę i sami sobie wypłacimy wypasione odsetki.
Podwładny: Wszystko dobrze, ale skoro używamy tych gównianych hipotek jako zabezpieczenia dla zupełnie nowych obligacji to przecież i tak się ich nie pozbędziemy. Nie musimy ich wykazać w bilansie?
Bankier z Wall Street: Jasne, że nie. Faceci, którzy tworzą zasady księgowości, pozwolą nam założyć firmę-wydmuszkę na Kajmanach, która przejmie wszystkie te hipoteki. To gówno pojawi się w ich bilansie, nie naszym. Wymyśliłem nawet fajną nazwę dla tej spółki – Wehikuł Celowy, w skrócie SPV.
Podwładny: Fantastycznie, ale czy na pewno się na to zgodzą? Przecież przenosimy tylko to gówno z miejsca na miejsce, a ono nadal jest nasze.
Bankier z Wall Street: Nie inaczej. Ale przekonaliśmy ich, że aby amerykański system finansowy był zdrowy, inwestorzy nie powinni wiedzieć o wszystkich skomplikowanych transakcjach, jakie prowadzimy na zapleczu.
Tymczasem u Księgowych…
Petent: Szanowny panie, jako inwestor i zatroskany obywatel żądam, żeby zmusił pan nasze instytucje finansowe do większej przejrzystości i otwartości w raportach finansowych.
Król księgowych: Wal się pan.
I kto by pomyślał, że dojdzie do czegoś takiego…
Klient z Norwegii: Człowieku, co się dzieje? Nie dostajemy naszych comiesięcznych odsetek od obligacji!
Bankier z Wall Street: No tak, miałem do was zadzwonić, ale mamy tu prawdziwy młyn. Wygląda na to, paru dupków nie spłaca hipotek, którymi zabezpieczone są wasze CDO.
Klient z Norwegii: Zaraz, zaraz! Przecież kupiliśmy “dobrą” transzę CDO z ratingiem AAA. Tę bezpieczną. To my mamy dostać kasę jako pierwsi.
Bankier z Wall Street: Tak się wszakże złożyło, że hipoteki okazały się bardziej gówniane, niż sądziliśmy i spływa nam z nich bardzo mało gotówki. Mogę was zapewnić, że jesteśmy równie rozczarowani.
Klient z Norwegii: Ale wmawialiście mi, że ceny nieruchomości będą stale rosły, i że wasi kredytobiorcy zawsze mogą refinansować swoje hipoteki!
Bankier z Wall Street: Tak, to było błędne założenie. Spieprzyliśmy sprawę. Pardonsik.
Klient z Norwegii: Mam w dupie wasze błędne założenia! Przecież dostaliście ocenę AAA od agencji ratingowych?
Bankier z Wall Street: Oni też spieprzyli sprawę.
Klient z Norwegii: Ale te papiery były ubezpieczone! Co na to ubezpieczyciele?
Bankier z Wall Street: Jaja se pan robisz? Nie ma mowy, żeby zebrali dość kasy na pokrycie tego bałaganu. Oni też spieprzyli sprawę.
Klient z Norwegii: Pięknie, k… pięknie! I co ja mam powiedzieć ludziom z mojego miasteczka?
Bankier z Wall Street: Powiedz pan, że spieprzyłeś sprawę.
Klient z Norwegii: Pieprz się pan.
Bankier z Wall Street: I pan też.